O mnie

Jestem psychologiem, ale ma to drugorzędne znaczenie w tym, co robię. Najważniejsza jest zawsze nasza wewnętrzna droga, to, przez co przeszliśmy, doświadczenia, które nas ukształtowały. To one dają nam mądrość. Nie wiedzę, którą zdobywa się na uniwersytetach, ale właśnie wewnętrzną, głęboką mądrość. Żaden dyplom nie jest w stanie jej zastąpić.
Wiedza psychologiczna, w którą wyposażyły mnie studia, na nic się zdała w obliczu tego, co mnie spotkało kilka lat po ich ukończeniu, a było to ponad 20 lat temu. Otóż na skutek traumatycznych wydarzeń wpadłam w stan trudny do opisania. Krótko mówiąc: totalny dołek, zawieszenie między życiem a śmiercią, bez wizji tego, co będzie dalej, a nawet chęci zwrócenia się ku światu. Trwałam w tym stanie jakiś czas, aż nagle... Przydarzyło mi się coś, co trudno opisać, na co trudno znaleźć słowa, co w ogóle wymyka się wszelkiemu opisowi. To stało się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dosłownie z dnia na dzień. Poszłam spać w stanie totalnego wyczerpania i zniechęcenia, a obudziłam się w innym świecie. Świecie, którego w ogóle nie znałam do tej pory. Przede wszystkim namacalnie czułam wszystkie energie, ale co najważniejsze, byłam w ciągłym kontakcie z Uniwersum, Bogiem, Absolutem, każde słowo jest tu dobre. Świat przemawiał do mnie na wiele sposobów, a ja odbierałam energie, których do tej pory byłam zupełnie nieświadoma. To był kontakt całkowity, dotyczył każdej sfery. Otrzymałam np. wgląd w moje dotychczasowe życie, w przyczyny zdarzeń i wszystko nagle stało się jasne jak słońce. Doświadczenia, które poprzedziły to wszystko, zblakły, a nawet więcej – odczuwałam ogromną wdzięczność, że do nich doszło, choć były tak bolesne. W końcu to dzięki nim doznałam przebudzenia. Czułam się fantastycznie, rozmawiałam z ptakami, psy za mną łaziły ulicami, ludzie kleili się jak do miodu. Wszyscy wyczuwali to coś, nieuchwytne, nienazwane, a tak przyciągające.
Euforia, zachwyt, kontakt ze Wszystkim powoli wygasały, ale nigdy już nie wróciłam do stanu poprzedniego. To doświadczenie zmieniło absolutnie wszystko w moim życiu i ukształtowało następne lata. Psychologia nie była w stanie odpowiedzieć na pytanie, co też mi się przytrafiło. Szukałam, jednak nic nie znalazłam. To były inne czasy. Teraz mamy dużo literatury duchowej, a wtedy dopiero zaczynaliśmy się o nią ocierać. Wprawdzie płynęła już z Zachodu, lecz nie było tego zbyt wiele. Stanislav Grof i jego doznania szczytowe były mi nieznane. Na studiach psychologicznych nie wspominano o takich sprawach. Wszystko było podporządkowane obowiązującemu paradygmatowi (jakże wąskiemu).
titusW tym czasie sporo się zmieniło. Odeszło wielu znajomych, po prostu przepadli, znikli, nie pojawili się więcej. To nie stanowiło żadnego problemu, bo relacje te były płytkie, a więc nie dotykały istoty, zatem nie żałowałam ich. Z czasem pojawiali się inni ludzie, z którymi stworzyłam związki pełne głębi i zrozumienia.
Poszukiwanie odpowiedzi i jakiegoś wytłumaczenia tego, co się wydarzyło, zajęło mi całe lata. W końcu zrozumiałam, że nie chodzi o wyjaśnienie, ani nawet o nazwanie tego, lecz o początek ścieżki, którą idę od czasu tamtych wydarzeń. To ścieżka z dala od utartych dróg, kręta i niekiedy bardzo wymagająca, ale dająca poczucie spełnienia oraz wiedzę, że jestem tu, gdzie trzeba, i dokładnie wtedy, kiedy trzeba.
Lata poszukiwań doprowadziły mnie do wielu interesujących dziedzin, jak: uzdrawianie duchowe, koncepcje równoległych rzeczywistości, z których możemy to i owo zaczerpnąć i wprowadzić do codziennego życia, realizacja potencjału kobiety i inne. Odbyłam wiele szkoleń, kursów itp., itd. w dziedzinach nieuznawanych przez oficjalną naukę. Po latach kolejnych doświadczeń i zgłębiania „nieznanego” zdobyłam mądrość, której trzeba doświadczyć samemu, aby móc ją przekazać innym.
Pomagam kobietom odnaleźć siebie, wsłuchać się w intuicję, znaleźć szczęście i kochać siebie.
W mojej pracy stosuję wiele technik amerykańskiej psychologii energetycznej, ale także metody czysto intuicyjne oraz relaksacyjno-wizualizacyjne. Celem jest zmiana dotychczasowego sposobu funkcjonowania na znacznie lepszy i efektywniejszy oraz powrót do źródeł, czyli do esencji naszej kobiecości, która sama w sobie ma aspekt uzdrawiający. Opieram się wyłącznie na sferze Ducha, gdyż bez niego żadna wartościowa zmiana w życiu nie jest możliwa. Po tym, jak rozmawiałam z Naturą, nie mogę już zajmować się tradycyjną psychologią, gdyż wyjaśnia ona niewielki skrawek TEGO, CO JEST. Żyjemy w oceanie energii, wszystko jest z nami w ciągłym kontakcie. Zyskamy wpływ na otaczający świat, jeśli zmienimy siebie. Nawet jeżeli to stwierdzenie wydaje Ci się trochę na wyrost, to przecież odzwierciedla dokładnie to, o czym mówi dziś fizyka kwantowa. Zatem uszczęśliwiając siebie, uszczęśliwiasz świat. Czyż to nie wspaniałe?

Barbara Urbańska
Piaseczno pod Warszawą
Słońce w znaku Koziorożca